Żonglerzy, kuglarze, waganci. Krakowski Rynek nocą - średniowieczne targowisko, jarmark sztuk wszelkich, talentów, pasji i nałogów. Tancerze, śpiewacy, muzykanci. Powietrze wibruje, sierpień wypala się do ostatka, jest gorąco. Poeci, pijacy, piękność nocy.
Lubię patrzyć jak igrają z ogniem.
Dużo zdjęć. Sztuka umiaru jest mi obca, wiadomo.
To był pierwszy wieczór mojej ostatniej w sierpniu krakowskiej wy/ucieczki, taki Kraków zobaczyłam po kilku tygodniach czasu straconego. Od razu wysokie C. Jak
Cracovie, chaleur, cri, chant, charlatan, charme... etc., etc.
Rynek, tumult i zgiełk, tysięczne tłumy. Nawet to mi nie przeszkadzało - gdy zapada noc, Kraków zmienia się w targowisko sztuk i alkoholu, hałaśliwy jarmark ludzkich pasji, porywów, bezrozumnej i wspaniałej radości. Lekkość życia, nawet nie myślałam... A w tym hałasie, rwetesie i szumie są dziwne korytarze ciszy, miejsca, gdzie słyszy się swoje myśli. I znów wybuchy śmiechu, muzyka, bębny - zapach płonącej parafiny. Prestidigitatorzy płomieni, sztukmistrze i szarlatani, żonglerzy, kuglarze, waganci...
Najpierw sierpniowy sierp księżyca zmierzał ku drugiej w tym miesiącu pełni i ku Wieży Ratuszowej...
 |
Księżyc przegląda się w wodzie |
 |
cienie przechodzą obok - przez stulecia był tu cmentarz |
 |
i do tej pory słychać tu ciszę a ta woda to najpiękniejsza z krakowskich fontann, tak cicha jak to miejsce |
 |
fontanna z figurką żaka na Placu Mariackim. Bazylika Mariacka, kościół św. Barbary (en face) a po prawej... ale tego nie widać. |
 |
dziwne cienie pod pomnikiem Mickiewicza, rozświetlone Sukiennice |
 |
i piękny krakowski palimpsest: kostka romańska, barokowy portal kościoła św. Wojciecha, a zza drzew wygląda kolczasty hełm Hejnalicy. Zapada noc |
 |
latarnie i piękny portal Sukiennic |
 |
tu pojawia się południowa pierzeja Rynku |
 |
niespieszny przechodzień pod południową ścianą Sukiennic |
 |
to może pospolite ujęcie, ale lubię je. widać kościół NMP, ale nie widać: pomnika, straganów, piwnych ogródków i setek ludzi. |
I oto oni! Żonglerzy, kuglarze, tancerze.
Tańczący z ogniem!
 |
płomieniem pisali w powietrzu |
 |
litery nieznanego alfabetu |
 |
muzyka ognia! |
 |
litery nieskomplikowane - C jak podwójne CRESCIT sierpniowego księżyca i jak wysokie C (Cracovie, chaleur, chanter, charme, crier, coeur... |
 |
i wyjątkowo złożone |
 |
alfabet ognia |
 |
Inna grupa tańczących z ogniem między Sukiennicami a Wieżą Ratuszową. Kamil (po prawej) i jego towarzysze. Ich drogi rozchodzą się i zbiegają, nie tworzą stałego zespołu. Podróżują, ciągle w drodze - sztuki tańca z ogniem uczą się wciąż cierpliwie, doświadczenie, praktyka, oswajanie ognia. I świetny kontakt z publicznością, rozmowy z dziećmi, uśmiech, który się pamięta. Życzę powodzenia! Dziękuję za miłą rozmowę i zgodę na publikację zdjęć :) |
 |
pasjonaci, amatorzy, perfekcja ruchów, ogień oswojony |
 |
Tak rozmawia się z ogniem. Wygaszenie. |
 |
Tu kończy się dziś spacer po krakowskim Rynku - księżyc chowa się za latarnię św. Wojciecha |
I tutaj kończy się dziś spacer po krakowskim Rynku - pięknym i zatłoczonym, jarmarcznym i pełnym magii, zgiełkliwym i cichym. Ale wieczór jeszcze trwa. Czwartek (czy ktoś wątpił, że to był właśnie czwartek?) 23 sierpnia. Pierwszy z wykradzionych dni.
Chyba po raz pierwszy zamieszczam tutaj coś w rodzaju portretów a w każdym razie zdjęcia ludzi - w roli głównej, nie ludzkiego sztafażu, nie mikroskopijnych punktów, ale jako pełnoprawny temat. Nie wiem, czy to udana próba. Feci quod potui, że tak zacytuję pewną inskrypcję (gdzie się znajduje w Krakowie? - oto bardzo trudna zagadka na dobranoc).
Dokąd poszłam później? Gdzie w Krakowie znajduje się Rue de la Vieille-Lanterne i z kim (ta prawdziwa) jest związana? Jaki kościół odbijał się w wodzie innej fontanny a jaki w szybie szacownego gmachu tuż obok? I jeszcze odgłos końskich kopyt stukających o bruk i jeszcze jedno okno z widokiem na hełmy wież. Wybierzecie się ze mną na jeszcze jeden epizod tego nocnego spaceru? Poruszone zdjęcia bez statywu, kościoły, mury, okna, światła, czysta improwizacja. Chodźmy dalej.
Dobrej nocy!
Czytam Twój alfabet ognia i odbite C księżyca i chcę lunatykować nadal u Twego boku...
OdpowiedzUsuńChodź :) Następny spacer będzie już bez tłumów, w ciszy.
UsuńA potem już skończę z tą nocną serią, trzeba tu wprowadzić trochę światła dziennego ;)
Byłam dzień później, widziałam, poczułam. Są takie momenty kiedy tłum nie przeszkadza, ale wciąga i na chwilę dobrze jest być jego częścią. A w takim miejscu jest się częscią tłumu i tych co teraz i tych co przedtem...
OdpowiedzUsuńdobrego dnia!
M.
I ja dzień później też! Żonglerzy spod kościoła św. Wojciecha znów tam byli, nie mogłam się oprzeć i znów chwilę ich obserwowałam. Kto wie, czy nie w tym samym czasie jak Ty :) To by była ciekawa koincydencja. I tak, ten tłum i ten spektakl to wszystko dzieje się w czasie dużo głębszym niż teraz.
UsuńPięknie dziękuję :)
Feci quod potui- ta inskrypcja znajduje się na grobie Stanisława Lema(może gdzieś jeszcze, nie wiem).
OdpowiedzUsuńMuszę Ci powiedzieć, że tęsknię za Krakowem tak bardzo, że dziś mi się śniło, że dojechałam do Krakowa ruchomymi schodami, które znajdują się w Warszawie przy Placu Zamkowym. Muszę sprawdzić, może jest tam jakiś tajny tunel;)
... faciant meliora potentes! Tak jest. Może jest też w innym miejscu, ale ja właśnie o Lemie myślałam. Dawno nie byłam na Cmentarzu Salwatorskim, muszę go znów odwiedzić.
UsuńNarnia? ;) Eksploruj ostrożnie, nie pomyl epok :)
Byle Kraków, epoka mniej ważna. A co nie chciałabyś zobaczyć narodzin Wawelu?:)
OdpowiedzUsuńBa! Zważywszy na ten straszliwie zawikłany spór wokół pierwszej katedry i św. Gereona - przenieść się w czasie to chyba jedyny sposób, by znaleźć prawdę :)
UsuńAle ten pierwszy, przedromański i potem romański Wawel... Tyle budowli, kościołów. Jak zwykle trafiłaś w sedno, wybrałaś najbardziej fascynującą dla mnie sprawę. Muszę kiedyś napisać o tych początkach wawelskich, to niesamowita historia.
Znasz wystawę Wawel zaginiony? Na pewno...
Ado, dla mnie w tym momencie zostało mistrzynią nocnej fotografii. Piękne. Dziękuję za wspaniały spacer po nocnym Krakowie.
OdpowiedzUsuńTe cienie pod pomnikiem Mickiewicza to może duchy postaci z jego utworów? ;-)
Zdjęcia z ogniem niesamowite. Woda i ogień, dwa żywioły, które nas ludzi przyciągają i które nas hipnotyzują. Utrwaliłaś na zdjęciach jakąś tajemnicę.
Pozdrawiam :-)
Anito, takie odczytanie (żywioły, tajemnica) jest bardzo mi bliskie.
UsuńA cienie pod pomnikiem? Teraz, gdy się im przyglądam, myślę sobie, że to mogła być jednak (nie)zaczarowana dorożka. Lubię je fotografować na długim czasie - nie są tak brzydkie, bardziej podobne do cieni, nie przypominają już disneyowskich kiczowatych pojazdów.
Ale bardziej mi się podoba interpretacja mickiewiczowska - duchy, może z Dziadów albo Ballad i romansów? "Miesiąc świeci, Martwiec leci" - to by nawet pasowało tej księżycowej nocy ;)
Magia ognia, księżyca i miejsca - piękna seria! Czekam niecierpliwie na więcej!
OdpowiedzUsuńSerdecznie Cię pozdrawiam i przesyłam serdeczności.
j.
Dziękuję Joo! Ciąg dalszy in progress :)
UsuńMam nadzieję, że Twój krakowski wyjazd był udany!
W Krakowie łatwo o równowagę. Można być i homo ludens i uważnym obserwatorem rzeczywistości. Kocham także za to nasze miasto :). I jest to piękna rzecz, że ten wielki Rynek tak trwa poprzez wieki ze swoją stałą społeczną funkcją. Właściwie, gdy spoglądam na Twoje zdjęcia mam wrażenie, że mało dzieli nas od dawnych wieków. Jedynie pędzący czas.
OdpowiedzUsuńO tak, to continuum funkcji jest czymś, co naprawdę budzi podziw. 800 lat, a najpewniej i dłużej. Kiedyś zimą zauważyłam, że ciąg straganów noworocznego kiermaszu stoi dokładnie w miejscu dawnych Kramów Bogatych. Nie wiem, czy to było świadome nawiązanie :)
UsuńBardzo sobie cenię chwile takiego olśnienia - gdy zdaję sobie sprawę, że nie dzieli mnie od tamtych ludzi z przeszłości nic, że są mi tak samo bliscy jak ci obok. Czas, to prawda - ale istnieje jakiś rodzaj myślenia o przeszłości, w którym zaciera się chronologia i następstwo, jakaś achronologiczna jednoczesność.
Zachwycające zdjęcia z ogniem, oddałaś wspaniały klimat opisując słowami, a portrety? uważam, że ważne.
OdpowiedzUsuńściskam
Beato, dziękuję w takim razie za wspólny spacer :)
UsuńPortrety - tak, masz rację, ważne. Ale to prawdziwe wyzwanie, całkiem inne podejście.
piękne, szkoda że mnie tam nie było. Alina
OdpowiedzUsuńBędziesz, Kraków zawsze czeka :)
UsuńCo za piekny blog o moim ukochanym Krakowie. Z Krakowa nie pochodze (dzieli mnie 80km.) ale mam wiele pieknych wspomnien z tego miasta.Moje przyjaciolki tam mieszkaja :))) Wypad w okolicach Bozego Narodzenia to mus, mieszkam poza granicami naszego kraju, wiec czestsze odwiedziny nie sa mozliwe. Chetnie sie rozgoszcze i dowiem czegos wiecej o tym miescie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam goraco i zapraszam do siebie :)))
Witaj Magdaleno! Zapraszam, jesteś mile widzianym gościem. I ja również nie pochodzę z Krakowa, ba, nawet nie z Galicji niestety :) Choć podobno krakowianin to stan ducha a nie taki czy inny wpis w metryce.
UsuńBędę zaglądać, z pewnością - na pewno częściej jesienią niż teraz, gdy czasu na pisanie i czytanie mam wyjątkowo mało. Dziękuję za zaproszenie, będę pamiętać!
Ado, wspaniale się czytało oglądało zdjęcia. Wspaniały jest Kraków widziany Twoimi oczami. Dziękuję Ci za to!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie
Dziękuję, że znalazłaś chwilę - obie wiemy co to deficyty czasu :)
UsuńPozdrowienia!
Oj tak, szczególnie teraz brakuje mi go bardzo. Ponownie przeżyłam igranie z ogniem, wtopiłam się w klimat Krakowa nocą. Wspaniale!
UsuńPozdrawiam ciepło:)
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńAdo, z niecierpliwością czekam na Twoje wpisy.
UsuńPozdrawiam ciepło...jesiennie
magiczne.
OdpowiedzUsuńbiała magia czarną nocą :)
UsuńByłem na podobnym przedstawieniu w Olsztynie. Wspaniałe efekty, które uchwyciłaś znakomicie. Magia, noc, podekscytowanie - wszystko za sprawą demonicznego ognia. Noc jest idealna w Twoim wydaniu, liczę na więcej :) Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńZbyszku, dziękuję! A właśnie - ciekawa koincydencja - francuski poeta, o którym bezskutecznie staram się coś napisać przygotowując kolejny epizod nocnych krakowskich spacerów - jest autorem zbioru "Les Filles du Feu" (co brzmi, ubolewam, lepiej po francusku niż po polsku). Jakkolwiek by nie brzmiało, jest tu pewna ciągłość: noc, ogień, poezja.
UsuńA propos tej ostatniej - dziś poezji w Krakowie!
Serdeczne pozdrowienia z zimnego południa :)
Ogień, a więc światło, powietrze i woda, wiatr - wracasz do źródeł. Spektakl nocny zachęca do skupienia się na detalach, refleksjach podążających ku próbie uogólnienia tego, co się dostrzeże. Poezja niezapisana? Słowa umykają choć są tak blisko.
OdpowiedzUsuńDo miłego poczytania i pooglądania:)
Tak, to powrót do żywiołów, do - jakby to z francuska powiedzieć - elementów ;) A więc do elementarza. A poezja? Prawdziwa poezja - niedościgła, zawsze w głosach innych, przebrzmiałych już ale słyszalnych. I była Noc Poezji! Czemu nie mam czasu o tym pisać?
UsuńDo bliskiego poczytania, już niedługo :) Mam tyle wrażeń, nie mogę zachować ich dla siebie.
Puk,puk... przybiegłam to po linku od Akwamarynki. Jestem zachwycona urodą zdjęć i opisami. Serdecznie gratuluję smaku i artyzmu. Jako, że też krakowianka jestem , z tym większą przyjemnością patrzę i napawam się.
OdpowiedzUsuńProszę nadal spacerować! Dużo!
Dziękuję za serdeczne słowa i przepraszam, że tak opieszale odpowiadam, że dopiero dziś... brak czasu wprost nieopisany. A to wszystko przez te spacery ;) Znów wybrałam się/ uciekłam na dwa dni do Krakowa i teraz po powrocie trudno mi to wszystko opanować.
UsuńKraków taki piękny, noc poezji, spotkania. Zdjęcia czekają aż je rozpakuję, wspomnienia czekają aż zapiszę a tu takie zmęczenie.
Zapraszam, bardzo, bardzo mi miło!
Jesteś prawdziwym mistrzem fotografii.
OdpowiedzUsuń+
OdpowiedzUsuńAlphabets.
L'histoire s'écrit
sur vos murs.
+
Mój Kraków. Nocą. Czegóż chcieć więcej. Czyż nie jest pięknie ?
OdpowiedzUsuń