niedziela, 6 marca 2016

Zielnik Wyspiańskiego. Po lekturze katalogu z wystawy krakowskim Muzeum Narodowym - wrażenia.

Czytane nocą, pisane nocą. Na nowym blogu kilka wrażeń z lektury "Zielnika" Wyspiańskiego - książki opublikowanej po wystawie w Muzeum Narodowym w Krakowie. O sztuce i stylu, o naturze i mikrokosmosie, o pięknie niepozornym, przydrożnej poezji, ilustrowane cytatami z "Listów" Wyspiańskiego i fotografiami mojego prywatnego "zielnika".

Zapraszam na nowy blog wszystkich, którzy jeszcze tam nie trafili - miejsce spokojne, przyjazne czytelnikom, sprzyjające rozmowie.

Zielnik Wyspiańskiego. Katalog wystawy w Muzeum Narodowym w Krakowie. 

Kraków i okolice / Spleen de Cracovie zaprasza!



środa, 2 marca 2016

Zaproszenie do podróży

Statek zwany Spleen de Cracovie czyli nieodmiennie ten sam blog Kraków i okolice zawinął do całkiem nowego portu. O przyczynach i konsekwencjach będzie się pisać i myśleć później, teraz pozostaje mi mieć nadzieję, że będziecie mi nadal towarzyszyć w podróży. Blog został przeniesiony na Wordpress. Wszystkie wpisy i wszystkie komentarze, nie jest to więc w żaden sposób koniec, po prostu kontynuacja. To przemyślana i dobra decyzja - a w każdym razie tak teraz czuję. Nie wszystko jest gotowe, prawdę mówiąc panuje straszny bałagan, który powstał podczas migracji blogowych wpisów i wybieraniu nowego szablonu. Ale przecież nie będę tego cyzelować w nieskończoność, bo już nigdy niczego nie napiszę... Wczoraj miały miejsce próby i testy, wygląda na to, że nie jest najgorzej. Mam nadzieję, że te drobne błędy, usterki i nieporządek nie będą przeszkadzać wam w odwiedzaniu tego nowego miejsca, które wreszcie, taką mam nadzieję, stanie się moim na dłużej. A zatem bez zbędnych już wstępów - zapraszam!


 nowy adres: 



Ten blog zostanie tu jeszcze przez jakiś czas, oczywiście wpisy zostaną w zasadniczy sposób skrócone, żeby nie dublować treści, a sam blog pozostanie swego rodzaju drogowskazem i odesłaniem. 

niedziela, 21 lutego 2016

Zima w Ojcowie, zimowa bajka

Zima jak z baśni powróciła niespodziewanie na jeden dzień. Noc, dzień i noc. A potem odpłynęła z deszczem, zostały mi zdjęcia i wspomnienia. Będzie Ojców i jego stara, zabytkowa zabudowa, będzie Ojcowski Park Narodowy, skalne formacje o fantastycznych kształtach, spacer doliną wzdłuż czarnej, meandrującej rzeki a przede wszystkim będzie biel i śnieg. I wielki spokój. Tak chcę właśnie zapamiętać ten dzień, jeden dzień ujęty w zimowy nawias.

Ciąg dalszy tutaj: Zima w Ojcowie, zimowa bajka
pozostałe wpisy: krakowiokolice.wordpress.com


środa, 17 lutego 2016

Woda, wiosna, Wisła

Nie pisałam, nie było mnie tutaj, zaplątałam się tam w niedzielne popołudnie i już zostałam. Czy muszę pisać, gdzie leży "tam"? We wspomnieniach, w wyobraźni. Może jest taki Kraków a może nie, a przecież będę o nim pisać. Wiosna nad Wisłą, wody wiosenne, wodne odbicia - to było do przewidzenia. 


wtorek, 9 lutego 2016

Na kopiec Krakusa i z powrotem czyli krakowskie landszafty. Le Spleen de Cracovie.

Uporczywość moich przywiązań jest już nieomal przysłowiowa i wcale mnie nie zdziwi, jeśli w reakcji na tytuł dzisiejszego wpisu czytelnik smutno pokiwa głową. Ach, kopiec Krakusa? Pewnie jeszcze kościół Benedykta i fort tegoż imienia, tiens, dawno nie było też Wisły i wiadomego mostu... Nie podejmuję się wyjaśnić. Może to dlatego, że niedawno wyciągnęłam z archiwów i opisywałam pewien spacer tą samą trasą (Kraków w błękicie z grudnia 2013 roku) i przez to przywołałam jakieś wspomnienia, które mnie odtąd dręczyły, coś kazało powtórzyć wszystko, zamknąć jakieś koło? Kto to zresztą wie, co kieruje naszymi krokami, głową, sercem. Kto i co tak naprawdę wybiera za nas w momencie, gdy rzekomo świadomie wybieramy. Drogi czytelniku, przyjmij tę powtarzalność ze stoickim spokojem, weź, co los ci daje i potraktuj tę opowieść jako garść landszaftów. Mogłabym je zostawić w cyfrowej czy wirtualnej szufladzie, ale przecież szkoda mi tych widoków, błękitów, wspomnień, mostów i malowniczego zachodu Słońca. Nawet jeśli to wszystko było już sto razy i sto razy będzie.



niedziela, 31 stycznia 2016

Zimowy spacer na Podgórze albo wielki błękit. Mosty na Wiśle, kościół św. Benedykta, fort tegoż imienia i kopiec Krakusa.

To będzie taka niewielka podróż w czasie. Nie ma już tamtej zimy, zmienił się Kraków, zmieniło Podgórze i tamten najmniejszy krakowski kościół, do którego tyle razy już zmierzałam, na pewno jest już dzisiaj inny. Wtedy - a było to w grudniu 2013 roku - miał gontowy dach lśniący nowością, rynny z jasnego drewna, do dziś pewnie czas przykrył już je patyną. Czas i przeczyste krakowskie powietrze. Dopiero później miały się zacząć prace archeologiczne przy kościele św. Benedykta (bo rzecz jasna to o nim będzie mowa), wydaje się, że później będzie miał świeżo i jaskrawo pomalowane ściany. Ja pamiętam go z jeszcze wcześniejszych lat, kiedy siedział sobie szary, z szarym dachem, przycupnięty w gęstej zieleni. Ale tamto było wcześniej a dziś zamykam oczy i widzę to wszystko w błękicie i bieli, w jaskrawym południowym słońcu. Taki dzień niepodobny do innych, najpiękniejszy. Zdaje mi się, że nigdy wcześniej nie było w Krakowie takiego błękitnego nieba, nie wiem, co jest prawdą, może tylko tak widziałam. Wielki, jaskrawy błękit, wielka, błękitna rzeka, moje ulubione miejsca, przestrzenne, przedziwne, nieoczywiste. Może zresztą dla innych zwyczajne, ale dla mnie tamten dzień był i jest wyjątkowy, widzę go właśnie tak. 


sobota, 30 stycznia 2016

Tajemnicze drzwi. Fotograficzna zagadka.

Podładowawszy akumulatory słonecznym, długim spacerem piszę sobie coś tam teraz i wspominam inną zimę. Myślę, że już dziś wieczorem będę mogła zaprosić was na spacer po Krakowie, a tymczasem taka zapowiedź i zagadka. Oto niżej podpisana wpatruje się w pewne drzwi. Zagadka pewnie nie jest specjalnie trudna. Otóż: czy weszłam do środka? Odpowiedzi z uzasadnieniem, bardzo proszę :)



piątek, 29 stycznia 2016

Stany skupienia

Jeżeli całość tak zwanego świata wydaje się być w jakiejś chwili nie do zniesienia, należy wydzielić pewien fragment przestrzeni, a z niego jeszcze mniejszy i jeszcze, nie ad infinitum, ale do pewnej granicy, na której zacierają się definicje. Podzielić całość na bardzo małe części, płynne, niepewne i niedookreślone. W nich, być może, odbija się inna całość, której inaczej nie dałoby się uchwycić. Potrzebne będzie również światło, bez niego eksperyment jest jeszcze trudniejszy do przeprowadzenia, jeśli w ogóle możliwy. Słońce, światło, część materii na dwie części iluzji, odrealnienia, stany skupienia. Oto wiejska pracownia dekonstrukcyjno-alchemiczna tym razem po kolana w błocie.